tytuł notki


wolnymi skojarzeniami drepcząc, dla j.


http://www.youtube.com/watch?v=Tc3Pv5qF5Os

Słodka Bazylia - tak się nazywa bar.
Zamknięty, bo minęła już dwunasta.
Tak ciepło tu. Wychodzić trochę żal.
Ostatnie szklanki chowa barman.
Dopijam piwo, sięgam już po płaszcz.
W kieszeni mam monetę dla pianisty.
Nad klawiaturą widzę smutną twarz
na piramidzie nut - szklankę whisky.
On mówi: - Proszę, powiedz jak to jest,
dlaczego wszystko trzeba chować na tym świecie?
Ja tu co noc na dwa, na trzy, na sześć,
a to jest przecież całe moje życie.
Dziś rano zostawiła mnie dziewczyna,
bo jednej rzeczy ukryć nie umiałem:
że w chwili kiedy siadam do pianina
zapominam, że mam duszę i mam ciało.
Przerwał i spojrzał gdzieś w mrok pustej sali,
a ja monetę obracałem w palcach...
- Przepraszam, powiedziałem, pan zapali?
I czy pan mógłby zagrać jeszcze tego walca...
Patrzyliśmy na siebie dobrą chwilę.
Barman ponuro patrzył na zegarek.
Więc wyszperałem parę groszy na napiwek
i ruszyłem w stronę drzwi, przez pustą salę.
Idąc myślałem, stary, widzisz, tak to jest.
To co mówiłeś jest mi jakby skądś znajome.
To piwo i ty... i na ulicy deszcz...
I każdy z parasolem w swoją stronę...
Na pewno wkrótce znajdzie się dziewczyna,
Co myśli, czuje, kocha i potrafi...
Więc zanim znowu siądziesz jutro do pianina,
Wyrzuć tych kilka niepotrzebnych fotografii.

Grzegorz Turanu "Pianista i ja"

calamity 2009-09-18 07:57:50
skomentuj (4)

z cyklu: nałogi.

Znowu powraca sprawa eskapizmu, czyli mojej filozofii życiowej, sposobu na wszystko i źródle zadowolenia. Felieton w Esensji przypomniał mi o tym, co zaprzątało moją bujającą w liściach główkę podczas zrywania ostatnich śliwek na drzewie. Eskapizm stosowany – to czytanie książek. Ucieczka od rzeczywistości, od problemów. Sposób na poznawanie ludzi i ich przywar bez konieczności narażania się na bezpośredni kontakt. Jakże wygodne i higieniczne ( tu mała dygresyjna powinna być o tym, jakim to ja złym człowiekiem jestem, ale to inszą razą).

O czym to ja…? Acha. Ucieczka. Byłam  takim dzieckiem, które nałogowo leczyło rzeczywistość skrzeczącą wielce słowem drukowanym – bez względu na to, gdzie to słowo znajdowałam. Czytałam wszystko i wszędzie, powoli wyrabiając sobie pogląd, gdzie dokładnie, w którym świecie jest mi najlepiej. Idąc na łatwiznę, nie wysilając się zbytnio rozgościłam się w Fantastyce. Omijając czasami Si-fi ( choć w tamtych czasach to ona, ona, ona była przede wszystkim dostępna), rozsiadałam się coraz wygodniej, mając coraz mniej ochoty do powrotu w rzeczywistość. Bo to psze państwa, słabość była. Zwykła, ludzka słabość i strach przed dorosłością, potem odpowiedzialnością. A z zewnątrz? Jak to wyglądało z zewnątrz? Boże kochany – co za mądre dziecko! Ile to to czyta! Ile to to wie!

 

Zaganiam dzieci do czytania, zachęcam, nęcę i … sama im czytam, mrucząc pod nosem, że cholera im się nie chce w te światy, historie i przygody… I nagle, myślę sobie: a może to znaczy, że one nie musza i nie chcą… uciekać? Nie potrzebują azylu od codzienności, bo w ich codzienności nie ma czego się bać, nie ma tego wszystkiego co mnie przerażało, zniechęcało?

A wiecie, co jest szczytową formą eskapizmu? Pisanie.


calamity 2009-08-12 11:25:36
skomentuj (5)

tjaaa

I co mam powiedzieć? Nie byłam pewna czy jeszcze pamiętam hasło do bloga. Zaskakuję samą siebie - pamiętam. Powiesiłam nowe zasłony w sypialni. Beżowe. A może ecru? Pogoda jakaś nijaka.
Rozsadza mnie od środka, ale nic nie powiem.
calamity 2009-06-06 09:26:09
skomentuj (4)

Nocą wchodzi przez kominek

Potwory wahają się, ba! miotają się między dwiema opcjami pojmowania rzeczywistości.  Z ich uporczywego dążenia do prawdy, naciskania, nalegania, zmuszania mnie abym jasno i wyraźnie powiedziała: Tak! Przez całe życie was okłamywałam, to my z tatą kładziemy prezenty pod poduszkę – z tego dążenia mają tyle, że przyznałam się do winy. Rok temu. Potem syn nie mógł mi wybaczyć, zarzucając mi, że nie powinnam była.  Choć od dawna podejrzewał, że coś jest nie tak, tym bardziej, że koledzy w szkole już dawno go uświadomili. Ale słysząc moje nieustanne zaprzeczenia, jeszcze miał nadzieję.

W tym roku w sezonie listów wystawianych za okno nie wracaliśmy już do tamtej rozmowy. Milcząco proszą, żeby już nie brukać, nie niszczyc im tych chwil. Dalej gramy w tą zabawę, sprawnie omijając rafy brutalnej rzeczywistości.


calamity 2008-12-05 08:21:11
skomentuj (1)

my way

A tam pieprzenie, że Mozartowi się zmarło z powodu krwi puszczania, czy pijawek przystwiania. Zmarł z upływu krwi, to jasne, ale to dlatego, że Konstancja była wampirem. I wszystko jesne, nie?!
.....................................
Dla odmiany chodzi za mna zdanie: Im mniej włosów zbierała z podłogi po jego strzyżeniu, tym mniej ich już łączyło. Nie wiem tylko, gdzie to wsadzić.
.......................................
Młody podczas póxnego, wieczornego spaceru przez ciemny, zamglony park opowiada mi ze szczegółami swój koszmar, który śnił mu się poprzedniej nocy. Nie moze go zapomnieć, ciągle go analizuje, choć widze ( i słyszę), ze dodaje wciaż nowe szczegóły. Ten masochizm wyobrażni  wciaga go, moze to jakis sposób odreagowywania ( w nocy przyszedł do nas do łóżka i naprawdę był spanikowany). Na koniec tych sensacyjnych wynurzeń, wyjaśni mi wreszcie, po co to opowiada.
- Jak ci sie mausiu będzie śniło to samo, to juz bedziesz znała scenariusz i bedziesz wiedziała, kiedy uciekać.
Reżyseria jest trzecia na liście planowanych zawodów, zaraz po piłkarzu i inzynierze ( jakimkolwiek). Dzieki Bogu chwilowo plany, by zostać Małą Syrenką odeszły w niebyt.
..............................
Razem z milionem  egzaltowanych nastolatek czekam z niecierpliwościa na pewną premiere w grudniu. I to sie nazywa młoda duchem, a nie zdziecinnienie, taa?
....................................
Tej jesieni pochowaliśmy kolejnego psa. Kopanie dołków na ogrodzie w jesiennym słoncu staje sie jakąś pieprzoną tradycją. Między lipami zaczyna brakowac miejsca. Nie chcę tego wiecej. Juz nie.
..............................
Pisałam kiedyś, ze ten rok miał byc najwazniejszy w moim zyciu. Własnie się kończy, a ja nadal nie wiem jak go podsumować. Chcialabym w grudniu wreszcie popatrzec w lustro i coś sobie powiedzieć. Obsesyjnie próbuję o sobie nie mysleć obiektywnie, bo xle by się to skończyło.
..........
fascynacje muzyczne ostatnich tygodni kręca sie wkoło Limp Bizkit. Chyba naprawdę dziecinnieję.
..............
No dobra - przyznaję się  - 30 seconds to mars też.
calamity 2008-11-07 09:16:27
skomentuj (2)

od dwóch tygodni...

Jestem tak zakręcona, że mówcie mi "Karuzela"
calamity 2008-10-05 23:54:29
skomentuj (2)

takie tam Glorie Swenson

Taka mała zabawa- porównajcie proszę oba teledyski. Oczywiście – stylizacja na lata 30-ste XX w. Tematyka – podobna. Oczywiście to dwie produkcje różniące się przede wszystkim budżetem.   Z tym, ze Firebirds byli szybsi o kilka lat. A kawałek Gwen, taki  wpadający w ucho – to też nie  niej, tylko sprzed wielu, wielu lat.

 Firebirds http://pl.youtube.com/watch?v=Z3agBLD8IEg&feature=related

 Gwen  http://pl.youtube.com/watch?v=5S3-Y1Uv5Ro


calamity 2008-08-17 23:24:51
skomentuj (0)

ale fajnie

Wspaniałym poczuciem humoru i wyczuciem chwili wykazala się wczoraj TVP1 puszczajac wczoraj wieczorem film  "Twister", ku uciesze gawiedzi. Pomyśleli zapewnie z troską o tych, co mieszkają w tych nudniejszych regionach, jak np. malopolska.


calamity 2008-08-17 10:02:00
skomentuj (2)

Fantasy

Elf z łukiem siedzi na drzewie i kłóci się z jakimiś wojownikami stojącymi niżej. W ogóle nie zwracają uwagi na niebezpieczeństwo. Orkowie podchodzą powoli czając się w trawie.
- Hej – wołam usłużnie- orkowie was podchodzą, a wy się kłócicie… Przez chwilę się rozglądają i wracają do dyskusji. Elfa oblazły mrówki i próbuje zejść w przyspieszonym tempie.

Coś, co wzięłam za driadę pakuje się do Gorących Źródeł wyglądających podejrzanie podobnie jak niebieski basen.
- Nie gonisz orków?
- Nie pozwalają mi.
- Jesteś syreną?
- Jestem człowiekiem i muszę siedzieć na mojej wyspie w Gorących Źródłach.

Wojownicy przemykają wśród drzew. Mają drewniane długie drągi, łuk i groźne miny. Co chwilę padają na ziemię i nieruchomieją.  Zastanawiam się, czy dojdą do śliwek. Lepiej nie, jeszcze nie są dojrzałe.

Potem przychodzi ta driada, która jest tylko człowiekiem.
- Mówią, że oni nie lubią ludzi, więc nie mogę z nimi się bawić. A jak mówię, że mogę być elfem, to mi nie pozwalają.- łzy rozpaczy zalewają jej twarz. Nie kapią, nie lecą strumyczkami, tylko zalewają.
- W każdej takiej historii okazuje się, ze to ludzie zwyciężają. Popatrz – nie ma elfów, nie ma Magów, orków, trolli – zostali tylko ludzie. Wygryźliśmy ich. Możesz walczyć przeciw nim – masz za sobą siłę literatury i zdrowego rozsądku.
-  Acha.

Płacz słyszę już z odległości.
- Ja się nie bawię! Powiedziałam Wikiemu, że jestem człowiekiem, ale to ludzie zwyciężają na końcu a on obciął mi głowę. To ja mu mówię, żeby nie obcinał, bo dałam sobie zaklęcie nieśmiertelności, a on mówi, ze nie ma takiego zaklęcia, więc nie żyję i nie mogę się bawić. Ja się tak nie bawię!

Potem przez chwilę próbuje wywołać  tornado, które uderzyłoby we wrogów, ale wołam ją na obiad.
Dzisiaj spaghetti.
Jak ja im zazdroszczę...


calamity 2008-07-08 14:48:31
skomentuj (0)

rwane

Och, to tak jakoś nic. No, nic, no. Wakacje niby się zaczęły i te tęsknoty dziecinne, że czas już gdzieś, tam, daleko, upodlić się, zmęczyć, coś przeżyć, a nie pitu pitu ersatz kawka na tarasie, czy lizanie przez szybę samochodu widoków zbyt szybko mijanych. Czas to jednak wszystkożerna świnia. Strasznie żarłoczna.

***

Dlaczego wszyscy zachwycają się głosem naćpanej  Amy Winehause, kiedy już dawno u nas śpiewała Renata Przemyk, hę? Jakiś koncert z lat 90-tych: Bartosiewicz, Nosowska, Przemyk, Kowalska. Piosenki z tekstem ( czy to może kwestia sentymentu do lat minionych li i jedynie?), których jakoś nie uświadczysz słuchając dzisiejszych Dod? No dobra, także lekkie zażenowanie przy występie Anji Ortodox, ale proszę ja was – toż to legenda. Dzisiaj zapewne może być babcią jakiegoś Emo dziecka. Nie wstrzeliła się kobieta w odpowiedni czas.

Skąd przeświadczenie producentów obuwia damskiego, a może i sprzedających, że buty na bardzo wysokiej koturnie będą kupować kobiety o numerze buta +42? Logicznie podchodząc do sprawy: kobieta o numerze buta 42, raczej jest osobą wysoką, więc nie czuje potrzeby dodawać sobie 10 cm. Kobiety o wzroście niskim, nie mówmy nikczemnym, ale powiedzmy – moim, które siłą rzeczy mają rozmiar 36  i pragną z całej siły zakupić owe koturny, aby podreperować niskie mniemanie o sobie -nie mają szans. Dlaczego??? To większa zagadka niż ta ze znikającymi gąbkami w zlewie.

Z rzeczy miłych, wręcz zaskakujących: siedzimy w ogródku jakiejś knajpy w noc ciemną, na Monciaku, w grupie większej - poprzez szumek konwersacji  przy stole zaczynam rozmawiać z kobietą siedzącą zaraz przy mnie, takie tam, czym się zajmujesz, bo wiecie spotkałyśmy się przypadkowo, poprzez siłę wyższą i sprawczą pt. Mężowie razem pracują. I nie sądząc, by rozmowa wyszła poza uprzejmy stereotyp zachowujemy zdrowy i zachowawczy dystans  ( bo przecież takie spotkania nie niosą zbyt wiele prócz zmęczenia). I kobieta odpowiada kodem.   Tak jakoś na hasło wyszło, że na Krzyż w górach usłyszałam Opactwo w dąbrowie, że Drzewo kruków i Morze lodu. Znacie ten moment, kiedy robi się cieplej i radośniej i euforia prawie…? A przy drugiej porcji kamikadze dochodzimy do net artu i konceptualizmu.  I nie wiem, co się  działo przez dwie godzimy wkoło, a podobno syn własny dzwonił do nas 3 razy, pragnąc sprawiedliwości i natychmiastowej  i kary bożej dla siostry, z którą został  w hotelu.  

Prześladuje mnie limeryk zaczynający się „pani Gienia z Lichenia”.

Właściwie znalazłam te buty, przelatując błyskawicą przez Krynicę, ale nie  kupiłam ich, licząc, że może znajdę fajniejsze. O naiwności ludzka! Lot koszący przez Krynicę wywołany rozpaczliwym telefonem od syna, który to uwięziony na Jaworzynie w celach relaksacyjno- przygodowych wraz z kuzynem i ciotko-wujko-dziadkami poczuł po trzech dniach, ze rozłąka z mamusią i  dotkliwy brak uniemożliwia mu czerpanie radości z owej przygody. Na miejscu, po przybyciu odsieczy stwierdził jednak, że wystarczyło przysłać mu MMSa z aktualnym wyglądem mamusi, a sprawa nie byłaby tak dotkliwa. Nie, no – jasne!  Obiecał, że w przyszłym roku tez pojedzie i wytrzyma dzień dłużej.

Młoda zrezygnowała z obozu jeździeckiego na który wybierała się z przyjaciółką z tego samego powodu – brak mamusi. Czy ja nie odcięłam pępowinek?

Dręczę się niemocą. Cos blokuje mi dostęp do klawiatury ( ale nie tak jak przedtem). Czyżby strach? Krążę blisko, zataczam koła, wszystko już wiem ze szczegółami. Szarpię tylko po kawałku. Kawałek po kawałku. To nie tak miało być.

To pianino trzeba koniecznie nastroić.


calamity 2008-07-06 10:12:50
skomentuj (3)